MG2022_0018

Tak! Byłem zapisany na pełny dystans. Oczywiście ambitnie, gdyż zadeklarowałem start w sobotę rano. Ale rozsądek zwyciężył i zastosowałem się do zaleceń lekarza. On mi świadkiem! ;)

Artur Drzymkowski

Pierwotny plan zakładał że będę jechał pełny dystans z Jackiem, ale na dwa dni przed startem, kończyłem kolejną dawkę antybiotyku, i mimo dość dobrego samopoczucia, uległem zdrowemu rozsądkowi. Jacek znalazł godnego kompana i zrobił z Marcinem Moskalem świetny wynik, o czym pisze w swojej relacji. Ja natomiast postanowiłem, przejechać krótszy dystans 219 kilometrów, swoim tempem.

Startujemy! Ostry start zaczyna się na 5 kilometrze trasy, po wyjedzie z miasta, więc przez puste wczesno-sobotnie ulice Radomia, możemy jechać nieśpiesznie i bezpiecznie. W mojej grupie startowej jest Tobiasz znany jako Cycleblood, który nastawił się na ostre ściganie i na w sporej części gravelovo-leśniej trasę wybrał szosę. I świetnie sobie poradził zajmując 5 miejsce wykręcając czas 08:04:59. Zapewne na wynik złożyło się realizowanie żelaznej strategii, która m.i. na kilometrze 4,8 (na 5 kilometrze zaczynał się ostry start) kazała nakazała mu postój na spokojne siku :D

MG2022_0017

To kard z jednego z pierwszych leśnych odcinków zmienionej w stosunku do trasy. Wielki plus, bo szutry premium zastąpiły piaszczyste leśne drogi.

Na odcinku na do Warki, trasa, w porównaniu z pierwszą opublikowaną przez organizatorów wersją, zmieniła się według mnie na lepsze. Piaszczyste leśnie odcinki, zostały zastąpione szutrowymi drogami. I w takich miłych okolicznościach doszedłem zawodników z grupy, która wystartowała przede mną.

MG2022_0013


W okolicach 20 km (chyba) w lesie, na górce z wieżą obserwacyjną na szczycie trafiłem na Pawła walczącego z pompką. Pawła poznałem rok temu, na kebabie w Różanie, podczas pierwszej edycji Mazowieckiego Gravela. Jego pompka okazała się być złośliwą mendą, która wykręca wentyl z dętki. I tutaj uprzedzę cenne uwagi w stylu: teraz to na mleku się jeździ! Prawda to, Paweł jeździ na mleku, a dętka musiała wejść do gry, ponieważ tylna opona nie trzymała ciśnienia, po jakimś większym dobiciu.
Z moją pompką poszło gładko. A ponieważ Paweł i tak jechał długi dystans, to chwilowo go pożegnałem i ruszyłem dalej.

MG2022_0010

Świetny singiel - również dodany przez organizatorów - można było złapać flow ... :)

Paweł jest mocny, więc dość szybko mnie dogonił i zaczęliśmy dynamicznie mijać innych zawodników. Nie trwało to długo. Powietrze dalej schodzi z dętki. Zatrzymujemy się żeby dopompować. Wszyscy, których wyprzedziliśmy dotychczas mijają nas, wzorcowo pytając czy jest ok, czy wszystko mamy ;)

Po kilku kilometrach i kolejnym wyprzedzeniu tych samych osób, znowu musimy się zatrzymać, bo kicha! Czas najwyższy, na działanie zdecydowane, więc Paweł wsadza nową dętkę z mojego zapasu. Znowu mijają nas ci sami zawodnicy, i kilku nowych ;)

Po zmianie jest już dobrze. Zbliżamy się do Warki. W pewnym momencie mija nas Tomek Zaleśny, z którym z widzenia znamy się z wcześniejszych imprez gravelowych. Tomek jest mocny (ostatecznie zajął 2 miejsce z czasem 07:49:07), więc na jego propozycję, wspólnej jazdy – grzecznie podziękowałem ;) 

Paweł po tych perturbacjach związanych z oponą, postanawia jechać ze mną krótki dystans. Mój plan na jazdę własnym tempem, niniejszym przeszedł do wariantu – wytrzymać jak najdłużej tempo Mojego Kompana ;)

MG2022_0016


Na pit-stopie zorganizowanym przez lokalne władze w Warce, popijam własne kanapki, darowanym sokiem z jabłek. Ruszamy dalej. Za granicami Warki dochodzimy większą grupę zawodników, i takim kilkunasto-osobowym peletonem, w szybkim tempie, asfaltami i szutrami przez sady, docieramy do Grójca. Tu grupa się rozpada, gdyż część ekipy ruszyła w poszukiwaniu pit-stopu, a pozostali postanowili poczekać na zgubionych na trasie kolegów. Tak więc razem z Pawłem przejeżdżamy kładką na drugą stronę S7ki i ruszamy dalej we dwójkę.
Trasa jest świetna, pogoda również dopisuje. Jedziemy gadamy, rozglądamy się – jest pięknie. Niestety, zaczynają mnie szarpać skurcze. Początkowo delikatnie, lecz z czasem coraz bardziej kąśliwie.

MG2022_0020

Most nad Pilicą, po środku niczego. Cisza spokój. Piękne miejsce, żeby się zatrzymać i napawać widokami, bryzą znad wody, wczesnym latem ... Ale nic z tego - jesteśmy na wyścigu! ;)

W Mogielnicy znam sklep, gdzie jest pusto i szybko możemy zrobić zakupy. Kupuję jagodziankę z nadzieniem truskawkowym – "truskanka" się chyba powinna nazywać! Nieważne – smaczna była, szczególnie, że popita zimnym piwem 0%. Ruszamy dalej. Po tym krótkim postoju skurcze przyczaiły się, nie atakują, czekają przyczajone na dogodny moment ... Osobiście zaczynam się czuć usatysfakcjonowany, co w mojej nomenklaturze oznacza, że mogę już powoli kończyć ten wyścig ;)

MG2022_0019

Przykład przejeżdżania na "palcach"  w miejscach prowokujących snake bite ;)

Docieramy nad Pilicę. Na polnej drodze, którą mamy dotrzeć do mostu, Paweł na kamieniu dobija oponę i łapie klasycznego bite-snake. Na wymianę idzie ostania dętka. Mam, co prawda jeszcze łatki, ale im zbytnio nie ufam. Od tego momentu mój współtworzysz, każdą nierówność przejeżdża na palcach : D

Za mostem, mijamy zawodników z pełnego dystansu. Kolejne godziny mijają, pogoda jest piękna, widoki świetne. Kontemplując te okoliczności i gadając zbliżamy się w końcu do Radomia. W Borkach wjeżdżamy na trasę rowerową, która przez tereny zielone i rekreacyjne, prowadzi nas niemal do samej mety. Takiego Radomia nie znałem i mocno mnie taki obliczem pozytywnie zaskoczył.

MG2022_0021

Epicki wjazd na metę, w akompaniamencie Bartka : "Artur! Artur! ..." Takie momenty, wykasowują w mojej pamięci, wcześniejsze godziny walki ... ;)

Meta!

Na mecie organizatorzy, czyli Bartek i Marcin witają nas piwem. Po drobnym zamieszaniu, z medalami, trafiamy w na ściankę chwały do zdjęć i w końcu do bufetu!
Przed powrotnym pociągiem udaje mi się jeszcze zaliczyć prysznic – co za uczucie. Podobno regeneracja zaczyna się od prysznica/kąpieli. U mnie to chyba się sprawdza, ponieważ pomimo niewątpliwego zmęczenia, dość świadomie przetransferowałem się z Radomia, Kolejami Mazowieckimi do Warszawy, a potem do domu. A konkretnie do dużego pokoju na kanapę ;)

MG2022 219 001

Na ściance! Pewnie, gdyby nie sugestia organizatorów, znowu bym o tym nieodzownym punkcie każdego wyścigu bym zapomniał. Dzięki Paweł za świetne (choć wymagające ;) ) towarzystwo

Według oficjalnych wyników zajmuję 22 miejsce na 178 finiszerów. W przedstartowych szacunkach liczyłem na 10 godzin jazdy, a wyszło krócej -  09:33:50. Paweł zajął 28 miejsce z czasem 09:46:20, ponieważ wystartował wcześniej. Jazda w jego tempie (w pierwszej połowie trasy, potem już byłem hamulcowym), była dla mnie konkretnym wyzwaniem. Ośmielam się sformułować twierdzenie, że te moje treningi coś dają. Pozdrowienia dla twórców www.aitrainer.eu.

I po zawodach

Kilka słów o sprzęcie. Rower, czyli Giant Revolt Advanced 3, którym dzięki współpracy z Giant Polska, w tym sezonie mogę jeździć, spisał się bez zarzutu. Jedynie w drugiej połowie trasy, suport przy podjazdach na stojąco, delikatnymi trzaskami zaczął domagać się uwagi. Paweł skwitował ten fakt sucho: "Wiadomo pressfit ...".

Spakowany byłem w torbę na ramę H2Pro marki Giant, gdzie miałem jedzenie, akumulatory, pompkę. W wysłużonej podsiodłówce z Decathlona, jechały dętki, narzędzia i wiatrówka. Wodę wiozłem w 3 bidonach, i na całej trasie ani razu nie osuszyłem ich wszystkich.

Zdjęć nie udało się robić zbyt wielu. Sytuację ikonograficznie może trochę GoPro, które udało mi się kilka razy włączyć. A potem zmontować krótkie wideo:

MG2022 219 002

 

TAGI maraton rowerowy gravel Giant Revolt Advanced 3 Giant Polska bikepacking torba na ramę H2Pro imprezy rowerowe torba podsiodłowa torby rowerowe Mazowiecki Gravel Relacja ultramaraton gravelowy